Książka vs Ekranizacja / Dziewczyna z pociągu & Inferno

Film Książki
Dwa październikowe weekendy i dwie głośne premiery. Tak w skrócie mogłabym podsumować ostatnie kinowe propozycje. Na ekrany trafiły ekranizacje dwóch książkowych hitów: „Dziewczyny z pociągu” Pauli Hawkins oraz „Inferno” Dana Browna. Zaliczam się do grona osób, które preferują najpierw wersję papierową a w następnej kolejności film. Co sądzę o książkach oraz jakie wrażenie zrobił na mnie film? Na odpowiedź zapraszam w dalszej część wpisu.

Dziewczyna z pociągu

Książka

Świat zwariował na punkcie tej książki w ubiegłym roku i był to chyba jeden z głośniejszych debiutów. Paula Hawkins miała pomysł na fabułę, która wyraźnie się sprawdziła. Autorka umiejętnie dobrała szereg wydarzeń tak, aby czytelnik nie zawsze był pewien czego może się za chwilę dowiedzieć. Tajemniczość jaka towarzyszy przez niemalże całą książkę sprawiła, że nie miałam ochoty oderwać się od niej ani na chwilę. Momentami towarzyszyło mi poczucie zagubienia, co skłaniało mnie do powrotu kilka stron wstecz, żeby móc zrozumieć aktualny bieg wydarzeń. Pomimo tego nie zawiodłam się. Oczekiwałam przyjemnej lektury i taką też dostałam.

Spotkałam się z opiniami, że książka jest znacznie przereklamowana i przewidywalna. Moim zdaniem autorka zastosowała świetną koncepcję gwarantującą jej sukces. Młoda kobieta wiodąca pozornie zwykłe życie, cierpi z powodu rozstania z mężem. Nie potrafi pogodzić się z rzeczywistością co skłania ją do sięgnięcia po alkohol. Codziennie mija dawną okolicę, aż pewnego dnia zauważa coś co wzbudza w niej niepokój… 

Film

Idąc do kina nie spodziewałam się zupełnego odzwierciedlenia książki. Byłam raczej nastawiona neutralnie. Ekranizacja to dla mnie konfrontacja mojej wyobraźni z wizją reżysera. 

Nie dopatrzyłam się znacznych rażących rozbieżności. Jedyną istotną zmianą jest zmiana miejsca akcji, tzn. z Londynu przenosimy się do Nowego Jorku. Od pierwszych scen możemy dostrzec nawiązanie do wydarzeń z książki. Każdy wątek został wyraźnie opatrzony imieniem bohatera. Bez tego byłoby znacznie trudniej zrozumieć sens całości. Chociaż i tak dla osób, które wcześniej nie sięgnęły po pierwowzór jest to historia dość skomplikowana. Dzieje się wiele a zachowanie Rachel, głównej bohaterki, zdecydowanie nam niczego nie ułatwia. Konieczne jest oglądanie w skupieniu, aby nie pominąć istotnych momentów. 

Ekranizację traktuję jako odświeżenie historii oraz usystematyzowanie pewnych znanych mi już faktów. Emily Blunt zaskoczyła mnie pozytywnie w tytułowej roli, ponieważ nie miałam wygórowanych oczekiwań w stosunku do odgrywania Rachel. Natomiast Haley Bennett jako Megan skradła całą moją uwagę. Odniosłam wrażenie, że wokół tej postaci znajduje się jakaś tajemnicza aura, którą znam raczej z książek aniżeli z filmów. Być może powodem był również mój brak dostatecznej uwagi dla tej postaci podczas lektury książki. 

Inferno

Książka

Twórczość Dana Browna nie jest mi obca. „Inferno”, ale również niektóre wcześniejsze pozycje przeczytałam z takim samym zapałem. Cenię w nim niezwykłą zdolność nadawania realności zdarzeniom. Aby stworzyć takie dzieło potrzeba nie tylko wiele pracy ale i wiedzy. Łączenie literackiej fikcji z realnymi postaciami, co więcej historią świata wymaga wiele odwagi. 

Z przeczytaniem „Inferno” zwlekałam dosyć długo. Wiadomość o zbliżającej się premierze filmu sprawiła, że wreszcie po nią sięgnęłam. Podobnie jak wcześniej autor podąża utartym szlakiem: Profesor Langdon, piękna kobieta, tajemnicza zagadka i wątek kryminalny. Czyżby sprawdzona droga na szczyt?

Pomimo wspomnianego schematu książkę czyta się z przyjemnością. Profesor wykazuje się swoją błyskotliwą wiedzą i umiejętnością łączenia faktów. Zdarzają się momenty gorsze i ciekawsze. Jednak zdarza się również chwila zaskoczenia, wręcz zdumienia czy też szoku. Ponownie odkrywamy europejskie miasta i ich historyczne bogactwo. 

Film

W roli Roberta Langdona ponownie możemy zobaczyć Toma Hanksa. Muszę przyznać, że już podczas lektury moja wyobraźnia nie potrafi sobie wyobrazić nikogo innego w tej roli. Film sam w sobie nie jest zły. Jednak momentami fabuła została zmieniona a niektóre wydarzenia, które dla mnie były bardzo wyraziste wcale się nie pojawiają. Myślę, że był to zabieg czysto komercyjny, aby całość wkomponowała się we wcześniejsze części. Odbieganie od pierwotnej koncepcji przez filmowców to wprawdzie nic nadzwyczajnego. 

Ekranizacja trwa około 120 minut i uważam, że mimo wszystko w tym czasie pokazano to co było najbardziej istotne. Wzmocnienie prezentowanego obrazu nawiązuje do głównej postaci historycznej – Dante Alighieri. Niektóre sceny mogą okazać się drastyczne dla widza, żeby nie mówić dantejskie. Kino rządzi się swoimi prawami, w związku z tym czasami to co oferuje książka okazuje się niewystarczające dla twórców. Całość domyka świetna muzyka stworzona przez Hansa Zimmera.

Podsumowanie

Lepiej przeczytać czy zobaczyć? Zarówno w jednym jak i drugim przypadku polecam najpierw lekturę. Książki „Dziewczyna z pociągu” i „Inferno” sprawdzą się na jesienne wieczory. Film potraktowałabym jako okazję do wyjścia z domu, spędzenia miło czasu czy też wspomnianej wcześniej konfrontacji wyobrażeń. Jednak każdy z nas odbiera przedstawiony obraz nieco inaczej. Jednych zachwyci, innych rozczaruje. Dlatego uważam, że ostateczną ocenę powinien każdy wystawić osobiście. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *