Jak poruszać się autobusem w europejskich miastach, czyli czego moglibyśmy się nauczyć od innych

Podróże

Z podróży można przywieźć pamiątki, pocztówki, niezliczoną ilość zdjęć i jeszcze więcej świetnych wspomnień. Z każdej wyprawy wracam bogatsza o nowe doświadczenia. Zdecydowanie uwielbiam obserwować życie lokalnych mieszkańców. Staram się unikać zorganizowanych wycieczek, a poruszanie się wyłącznie lokalną komunikacją, nawet w dobie Google Maps, uczy orientacji w terenie.

 Inne miasta Europy kultywują zwyczaje dotąd w Polsce mało znane. Będąc w obcym kraju poniekąd zobowiązani jesteśmy do dostosowania się do lokalnych reguł. Przewodniki rzadko o tym wspominają, a są to rzeczy, które w Polsce naprawdę byłyby społecznie użyteczne.

 Autobus

 Środek lokomocji tysięcy osób każdego dnia. Ironizując: w lecie darmowa sauna, w godzinach szczytu walka o przetrwanie. Będąc już w kilku miastach, spotkałam się ze zwyczajem „Pierwszymi drzwiami tylko wchodzimy, a pozostałymi wychodzimy”. Kierowca zatrzymując się na przystanku, otwiera najpierw tylne drzwi, aby pasażerowie mogli opuścić pojazd, po czym je zamyka i następuje procedura wchodzenia oraz ewentualny zakup biletu. Można by polemizować czy nie przyczynia się to do opóźnień, lecz z perspektywy wygody i komfortu jazdy rozwiązanie rewelacyjne!

 Czasami włos się na głowie jeży na widok osób wsiadających przed wysiadającymi. Nie mam tutaj na myśli konkretnej grupy społecznej, lecz niestety z mojej perspektywy Polacy takim zachowaniem nie robią nam dobrej reklamy wśród obcokrajowców obecnych w naszym kraju. Notabene moja ostatnia wyprawa zaowocowała tym, że wracając z lotniska do domu, chciałam podejść do pierwszych drzwi i dopiero po chwili wróciłam myślami na ziemię. W Polsce przecież robimy to inaczej.

 Takie rozwiązanie „Zachodu” przejawiają się w innym aspekcie. Nikt praktycznie nie przemknie niezauważony. Jedni kupują bilet u kierowcy, inni kasują swój w zależności od miejsca: w czytniku, kasowniku czy innemu ku temu przeznaczonemu urządzeniu. Super rozwiązanie, chociaż sposobu na mniejszy tłok w autobusach nikt dotąd nie opatentował.

 Z przykrością muszę stwierdzić, że trudno jest mi sobie wyobrazić jak Polacy, w naszych rodzimych warunkach radzą sobie z obcymi regułami. Może to ta południowa mentalność wpływa na względny porządek i harmonię. Z drugiej strony ciekawe skąd wywodzą się takie zwyczaje? Autobusowy savoir-vivre spotkałam nie tylko w Portugalii, ale tuż obok – w Berlinie.

 Co w tej kwestii mają do zaoferowanie inne miasta, zarówno duże (Rzym, Paryż, Amsterdam…) jak i mniejsze (np. Bolonia, Walencja, Bratysława…)? Osobiście autobusowej etykiety jeszcze nie doświadczyłam, ale jeszcze wszystko możliwe.

 

photo: pixabay

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *