Madryt – Królewskie miasto kontrastów / cz. I

Podróże

Decyzję o wyjeździe do Madrytu podjęłam trochę przypadkowo, trochę pod wpływem impulsu. Rok temu, gdy ogłoszono bezpośrednie połączenie z Poznania nie sądziłam, że z niego skorzystam tak szybko. W głowie siedziała mi Barcelona i byłam przekonana, że stolica Hiszpanii wcale mnie nie zachwyci. Oh… jaka ja byłam naiwna. Barcelona to głównie Gaudi a Madryt to miasto tak wielu kontrastów, że jedna wizyta rozbudziła we mnie nawet chęć zamieszkania tutaj na jakiś czas. Od momentu przekroczenia progu lotniska Madryt-Barajas czułam, że czeka mnie tutaj wiele pięknych chwil!


Ścieżką historii

Nie ma złej pogody, jest tylko złe nastawienie. Nad miasto naciągnęły gęste chmury, jakby miało za moment zacząć padać. Hiszpańskie słońce skryło się na chwilę, jednak nie było sensu odwlekać wyjścia w miasto. Była 11 a na ulicach względne pustki. Na Plaza Mayor jedynie kilka grup turystów i restauracje, które dopiero zaczynają budzić się do życia. To tutaj odbywały się te wszystkie istotne wydarzenia – myślę rozglądając się wokół i zachwycając architekturą, tak bliską mojemu sercu. Nagle na niebie pojawia się słońce a ja spokojnym krokiem zmierzam w kierunku Pałacu Królewskiego. W mojej głowie tli się naraz tyle różnych myśli, że w moich oczach pojawiają się łzy – są to łzy szczęścia.

Pałac Królewski to symbol Madrytu, którego wnętrza zdumiewają. W tych murach przez wieki podejmowano decyzje, które miały wpływ na losy Hiszpanii, Europy i Świata. Jak tu pięknie! Jadalnia to jedno z bardziej reprezentatywnych miejsc w całym pałacu – długość stołu oraz ilość krzeseł i wygląd całej sali sprawiły, że trudno było mi ruszyć dalej. Podczas zwiedzania mamy okazję zobaczyć dwa moim zdaniem istotne miejsca dotyczące współczesnej historii Hiszpanii. Pierwsze to sala, w której znajduje się dokument abdykacyjny króla Juana Carlosa (jeśli jesteście hiszpańskojęzyczni zdecydowanie warto go przeczytać). Drugie to sala tronowa – miejsce zaprzysiężenia obecnego króla Filipa VI, jak i wielu poprzedników. Oba wydarzenia zdarzają się raz na kilkadziesiąt lat, lecz dopiero zobaczenie na własne oczy tych miejsc, uzmysławia, że to nie jest podróż do przeszłości, o czym się uczyliśmy na historii. Takie wydarzenia mają miejsce w XXI wieku.

Poszukując wytchnienia decyduję się okrążyć pałac, aby spędzić czas w ogrodach Sabatiniego lub ogrodach Campo del Moro (najlepiej zawitać do obu – nie zawiedziecie się). W Madrycie znajdziemy wiele zielonych miejsc – trudno uwierzyć, że w środku takiej metropolii można znaleźć ich aż tyle. A jednak. Każdy park, mniejszy lub większy, perfekcyjnie zadbany. Drzewa przeplatają się z palmami. Zielony idealnie przystrzyżony trawnik, aż kusi by rozłożyć koc i popatrzeć w niebo.

Madryt współczesny

Gran Via będąca główną ulicą miasta tętni życiem non stop. Budynki zachwycają, że moja głowa sama unosi się do góry. Na przestrzeni lat zmieniły jedynie swoje funkcje. Właśnie na Gran Via znajduje się madrycki Primark, jednak mnie osobiście bardziej interesował budynek z zewnątrz niż środek. Widziałam tę ulicę w wielu serialach, jednak w rzeczywistości prezentuje się bardziej okazale. Jedyna rzecz, jaka mnie zaskoczyła to długość. Myślałam, że Gran Via jest nieco dłuższa, choć to zapewne wina mojej mapy, która właśnie tak zadziałała na moje poczucie przestrzeni. Nie ma znaczenia, którą stroną zdecydujemy się iść – zawsze znajdzie się coś charakterystycznego, co przyciągnie wzrok na dłuższy moment.

Mówi się, że Gran Via ma wiele wspólnego z nowojorskim Broway’em. W Nowym Jorku (jeszcze) nie byłam, ale to co moim zdaniem łączy te dwa miejsca to żółte taksówki i tłum ludzi. Pomimo pięknych budynków, trudno jest nie dostrzec ludzkiego cierpienia. Właśnie na tej ulicy spotkałam wiele bezdomnych osób, dla których Gran Via stała się domem.

Skręćmy w jedną z licznych uliczek przylegających do Gran Via, aż za kilka zakrętów dotrzemy do Puerta del Sol – kolejnego placu będącego świadkiem najważniejszych wydarzeń w historii miasta. Na placu znajdziemy Urząd Poczty a tuż obok kilometr zerowy – punkt od którego zaczyna się mierzyć drogowe odległości pomiędzy Madrytem a innymi miastami w Hiszpanii. Trudno tutaj nie trafić. Wystarczy podążać za tłumem z dowolnego miejsca a ten doprowadzi nas do serca Madrytu.

Madryt wywarł na mnie duże wrażenie. Już niedługo pojawi się drugi wpis, w którym wyjaśnię między innymi dlaczego nie chciałam korzystać z metra i co mnie urzekło w Parku Retiro. Do zobaczenia!

1 thought on “Madryt – Królewskie miasto kontrastów / cz. I”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *