Zagraniczne wakacje sprzed lat

O podróżach inaczej

Odkąd zagraniczne wypady stały się na wyciągnięcie ręki (i portwela) wielu z nas, historie o wyprawach na wakacje sprzed kilkunastu lat brzmią jak średniowieczne legendy. Współcześnie podróżowanie samolotem nie jest niczym nadzwyczajnym. Normalność, codzienność, rutyna. Tanie linie kuszą promocjami i nowymi kierunkami. Chyba nie ma już na świecie miejsca dokąd nie dolecimy samolotem. Ja swój pierwszy lot odbyłam w 2004 roku. Tunezja – tak ta sama Tunezja, która obecnie znajduje się na liście kierunków, do których odradza się wyjazdów. Piękny to kraj! Oj piękny! Główny pomysł wjazdu był taki, aby chociaż raz w życiu polecieć samolotem. Kto by pomyślał 14 lat temu, że pewnego dnia to samolot stanie się moim głównym środkiem lokomocji? Prawdopodobnie nikt. Ja sama również nie.

Jeśli nie samolot to…?

Być może forma w jakiej podróżowałam będąc dzieckiem wyda się wielu irracjonalna, ale jedyne co mogę stwierdzić to, że takie były czasy. Podróż autokarem do Hiszpanii? TAK! I to nie raz a 4. Blisko 40 godzin jazdy, w środku lata, pojazdem co prawda klimatyzowanym, ale słońce i tak przedzierało się przez szyby. Może nie było to najgorsze, bo nasza traumatyczna podróż do Grecji teraz jest wspominana w rodzinie z uśmiechem na twarzy. Jeśli ktoś myśli, że szaleństwem jest jechać do Grecji autokarem, ma rację, bo teraz jestem w stanie tak o tym myśleć. Wspomnienia wszystkich sytuacji z tego wyjazdu dają mi jeszcze większą pewność. Klimatyzacja, która uległa awarii czy problemy z oponą to kropla w morzu. Było gorzej. Znacznie gorzej. Niewiarygodne prawda? Dla mnie to zawsze będzie forma ekstremalnych doznań.

Kontrola graniczna i zbieranie stempelków 

Dzięki tym wyjazdom będąc dzieckiem mogłam zobaczyć część Europy, ale doświadczyć wielu ciekawych sytuacji. Odkąd Polska wstąpiła do strefy Schengen w 2007, kontrole graniczne w dużej mierze odeszły w zapomnienie. Do dziś zawsze stresuje mnie kontrola paszportowa i nie potrafię wyjaśnić dlaczego. Pamiętam, gdy do autokaru wchodził funkcjonariusz straży granicznej danego kraju, zawsze następowała grobowa cisza. Zwykle cała procedura trwała kilka minut, choć mogę się pochwalić godzinnym oczekiwanie na granicy w pełnym słońcu.

Granica rumuńsko-bułgarska. Wszyscy musieli opuścić pojazd z paszportem w dłoni, pierwszym wejściem. Nie inaczej. Dokumenty nam zabrano i kazano oczekiwać na zewnątrz, aż ktoś do nas wróci. Żar lał się z nieba, bo w kalendarzu przecież środek lata. Trwało to sporo czasu, jakby wieczność a przecież nasz autokar nie był jedyny. Co chwilę pojawiały się następne i tak kolejka zaczęła się wydłużać. Chociaż wszystko dobrze się skończyło, to z tyłu głowy pewna niepewność się pojawiała.

Dla mnie jako małego dziecka była to okazja, aby doświadczyć czegoś nowego i opowiedzieć o tym potem w szkole. Chociaż cofając się w czasie – w czasach młodości moich rodziców – podróże wyglądały jeszcze inaczej. Autobusy – PKS – bez klimatyzacji, pasażerowie z zapasem jedzenia na cały tydzień i podróż w nieznane części Europy. Zawsze sądziłam, że jest coś w tym fascynującego. I chciałabym tego doświadczyć.

Autokarem w siną dal

Myśląc o wszystkim, co wtedy przeżyłam cieszę się, że mogę latać. Ponad 2000 kilometrów i kilkadziesiąt godzin w podróży z niewielkim komfortem jazdy. To chyba może być już pewna forma odwagi i połączenie nie do zaakceptowania obecnie. Takie wakacje były stosunkowo tanie i to jest fakt, ale skala niebezpieczeństwa ogromna. Podziwiam moich rodziców, że godzili się na takie wyjazdy, abym zobaczyła inną rzeczywistość. Nie chcę nawet myśleć o strachu, który czuła moja mama. Z drugiej strony sama jechała kiedyś autokarem do Stambułu a jej wrażenia są bezcenne i zasługują na odrębną historię. A Stambuł to piękne miasto! Może pewnego dnia…

Do zobaczenia!

1 thought on “Zagraniczne wakacje sprzed lat”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *