Cabo da Roca – Gdzie ląd się kończy, a morze zaczyna

Portugalia

Moment, w którym zdałam sobie sprawę, że mój wyjazd do Portugalii znaczy dla mnie coś więcej niż zwykłe odhaczenie miejsc na mojej bucket list, postanowiłam wykorzystać szansę jak najlepiej. 7 dni to wystarczająco dużo, aby odkryć nieznane. O Cabo da Roca, miejscu będącym bohaterem drugiej części mojej portugalskiej opowieści, czytałam sporo i chyba jeszcze więcej zdjęć widziałam.

Kraniec świata? Ile to już ich jest na naszym globie – pomyślałam! Jednak dopiero, gdy znalazłam się na miejscu, zrozumiałam, że jest tam naprawdę pięknie. Może nie oryginalnie, ale zachwycająco. Jak już zresztą zdążyłam się przekonać – cała Portugalia jest cudowna!

Cabo da Roca uchodzi za najdalej wysunięty na zachód punkt Europy kontynentalnej. W przeszłości uważano, że to tutaj kończy się świat a zaczyna morze. Słowa poety: Onde a terra acaba e o mar começa, ujęto na monumencie, który stanowi główny punkt dokumentowania pobytu w tym miejscu.

Wysokie klify, zapierające dech widoki nie są jedyną atrakcją tego miejsca. Przeszywający do szpiku kości wiatr nie słabnie ani na chwilę. Szum wody rozbijającej się o podnóże klifu słychać z oddali. Mówić o tym miejscu nie sposób. Patrząc w otchłań oceanu w mojej głowie kłębiły się myśli. Próbowałam na chwilę w swojej wyobraźni przenieść się do czasów, gdy nie było tak oczywistym istnienie innego lądu gdzieś daleko przed nami. Z trudem rozstawałam się w tymi widokami. To miejsce trzeba nie tylko zobaczyć, ale co najważniejsze to poczuć.

Okolice Cabo da Roca skrywają więcej perełek.

Z Cabo da Roca udałam się do Cascais. Miasteczka słynącego z szybkiego wypadu lizbończyków na pobliską plażę. Jednak jest to przede wszystkim jedno z najbogatszych miast w całego Portugalii a najczęstszym widokiem znajdujących się na fotografiach jest widok przystani i zacumowanych łódek oraz jachtów. Kawa z widokiem na może i port? Nic bardziej mylnego!

Około 2,5-3 km marszu z Cascais znajduje się inne, urocze miejsce, za które odpowiedzialna jest Matka Natura. Boca do Inferno bo tak nazywa się to miejsce, to przede wszystkim głęboka przepaść, gdzie wpadająca woda tworzy spektakl dla uszu, głośno rozbijając się o jej ściany. Gdyby nie fakt, że w tej okolicy kręciło się sporo osób, prawdopodobnie przeoczyłabym to miejsce. Od strony drogi zupełnie niewidoczne. Natomiast po zejściu na dolny taras oczom ukazuje się niesamowity widok.

Samo Cascais niespecjalnie mi się podobało. Być może poświęciłam temu miejscu zbyt mało czasu, albo spotkałam na mojej ścieżce zbyt wiele osób spragnionych kąpieli słonecznych. Pogoda tego dnia była idealna. Pokonując trasę Lizbona – Sintra – Cabo da Roca – Cascais – Lizbona mogłam mówić o dużym szczęściu. Nikt nie gwarantował bezchmurnego nieba i idealnych widoków na nadmorskie klify.

Szczęśliwa ale zmęczona wróciłam tego dnia do Lizbony, aby ostatecznie nacieszyć się klimatem miasta i potem ruszyć dalej. Finał mojej wyprawy czekał w Porto!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *